TRZY PYTANIA DO... Lesława Piecucha prezesa Stowarzyszenia Edukacja dla Przedsiębiorczości
- Czy szkoły wyższe są w stanie wydać ponad 17 mld zł z funduszy unijnych?
- Boje się, że nie uda się wydać tak dużych pieniędzy. Pamiętajmy, że w Polsce jest około 440 uczelni, w tym 130 publicznych, oraz około 770 instytucji badawczo-naukowych. W sumie ponad 1 tys. placówek. Teoretycznie na każdą z nich może przypaść 4,5 mln euro. To dużo.
Ponadto przygotowanie i rozliczenie projektów, zwłaszcza tzw. miękkich, stwarza wiele problemów. Uczelniom łatwiej pozyskać fundusze na inwestycje, remonty, trudniej na dodatkowe kierunki studiów, współpracę z przedsiębiorcami, podwyższanie jakości nauki. Tymczasem w nowej perspektywie finansowej duża pula pieniędzy została przeznaczona właśnie na podwyższanie jakości szkół, powiązanie nauki z gospodarką. Ponadto z moich obserwacji wynika, że z pozyskiwaniem funduszy dużo łatwiej radzą sobie uczelnie prywatne.
- Dlaczego?
- Szkoły prywatne są zarządzane jak przedsiębiorstwo. Tam decyzje zapadają szybko i na czas, a za projekty odpowiadają konkretne osoby. W szkołach publicznych w podjęciu prostej decyzji bierze udział kilkanaście osób, w tym senat czy rada wydziału. To znacznie wydłuża proces podejmowania decyzji. Aby było inaczej, potrzebne są zmiany w sposobie zarządzania placówkami publicznymi. Wprowadzenie ich wymaga jednak nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym.
- Czy Ministerstwo Nauki powinno nadzorować wydawanie unijnych pieniędzy?
- Ministerstwo powinno być tylko jednostką nadzorującą. Za samo wdrażanie, monitorowanie i kontrolowanie powinna odpowiadać prywatna firma. Tak było w przypadku Funduszu Kapitału Początkowego. Dzięki temu procedury oceniania wniosków, rozliczania projektów trwałyby krócej, a to przyspieszyłoby wydawanie unijnych funduszy. Resort wciąż nie ogłosił szczegółowych procedur, które tak naprawdę interesują beneficjentów. W efekcie konkursy zostaną ogłoszone najwcześniej w II kwartale 2008 r.
Rozmawiała: Jolanta Góra
"Gazeta Prawna"





